Filmoterapia: zmiana jest w obrazie

Categories Innym głosem

Dziś moja przyjaciółka, a zarazem świetna filmoznawczyni, Małgorzata Kozubek, obchodzi swoje urodziny.

Z okazji jej święta zdecydowałam się opublikować gościnny wpis Mateusza, czyli recenzję „Filmoterapii” – książki, którą Małgorzata napisała na podstawie swojego doktoratu. Tym samym idealnie wpisuję się w panujący na moim blogu od kilku tygodni filmowy trend.

Zmiana jest w obrazie: refleksje na temat książki „Filmoterapia. Teoria i Praktyka” Małgorzaty Kozubek

UWAGA TECHNICZNA: w ramach opuszczania archaicznych kontekstów, wszelkie domyślne odmiany części mowy będą w poniższym artykule rodzaju żeńskiego. Przynajmniej formy występujące w słowniku języka polskiego. W odniesieniu do konkretnych osób używać będę przynależnych im form. Miłej lektury!

Psychoterapia

z użyciem filmu okazuje się  szerokim fenomenem zarówno w sensie praktycznym (różne rodzaje interwencji terapeutek i aktywności  pacjentek), jak i teoretycznym (idee, które stoją za powyższymi). Podobnie jak zatrzymanie się na każdej pojedynczej klatce w czasie projekcji filmu w kinie, tak i pełne uchwycenie każdego aspektu filmoterapii wydaje się niemożliwe oraz najpewniej bezcelowe.

Film tworzy w odbiorczyni obraz płynny, ciągły, dynamiczny, otwarty na różnorodność znaczeń, jednocześnie wciąż w czymś już ugruntowany. Analogicznie „Filmoterapia” Małgorzaty Kozubek osadza czytelniczkę w pewnych ramach (ugruntowuje), co nie przeszkadza by za chwilę zasygnalizować możliwość ich negocjacji, przekraczania, dalszego dookreślania (upłynnia).  Więcej – podobnie jak film w stosunku do widza, prowokuje do ciągłej refleksji na poziomie osobistym.

Obraz na ekranie pozostaje w ruchu,

tak, jak obrazy poruszane w ludzkiej duszy. Rozumienie zjawiska (zjawisk?) filmoterapii w omawianej pracy również nie jest raz czytelniczce dane, a rozwija się, wędruje z każdą następną stroną. Książkę czyta się szybko. Mimo, że autorka prędko definiuje przedmiot swojej publikacji i wyjaśnia jego konteksty, po przeczytaniu całości, pozostawia mnie przede wszystkim z potrzebą dalszych poszukiwań – jako terapeuty oraz uczestnika kultury. Nie jest to potrzeba niczym nie podparta – wręcz przeciwnie – czuję się „wypchany siłą” w kierunku dalszego nazywania, próbowania, sprawdzania. „Filmoterapia. Teoria i Praktyka” skłania do praktyki w szerokim jej rozumieniu.

Konstrukcję wspomnianych wcześniej ram odniesienia – jak na postmodernistyczne pióro przystało – Małgorzata Kozubek rozpoczyna więc od solidnej dekonstrukcji. Odnosząc się najpierw do platońskiego farmakon (lekarstwo) stwierdza, że nie można rozstrzygnąć czy film okaże się leczący, czy stanie się „trucizną”. Przywodzi mi to na myśl rozważania Junga na temat metod w psychoterapii:

„Często pytają mnie o moją metodę

psychoterapeutyczną czy analityczną. Nie mogę tu odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Terapia jest w każdym przypadku inna. Toteż gdy jakiś lekarz powiada mi, że ściśle «trzyma się» takiej czy innej «metody», wątpię w skuteczność terapii. (…) Każdego człowieka traktuję możliwie indywidualnie, ponieważ rozwiązanie problemu zawsze ma indywidualny charakter. (…) Oczywiście lekarz powinien znać te tak zwane «metody». Musi się jednak strzec, by nie obrać z góry ustalonej, utwierdzonej rutyną drogi.[1]

Tę właśnie ideę ilustruje rozdział dotyczący kultury terapeutycznej, w którym dowiadujemy się między innymi jak kultura poradnikowa („Rent Two Films and Let’s Talk in The Morning”, „The Motion Picture Prescription”, „Cinematherapy for Lovers” etc.) wpłynęła na kształt filmoterapii. Autorka z wdziękiem i humorem, ale wciąż rzetelnie i szczegółowo obnaża absurdy wizji „przepisywania” filmów w odpowiedzi na konkretne problemy psychologiczne. Proponuję kolejny cytat Junga, który trafnie tego typu pomysły mógłby skwitować:

„W sytuacjach wielkiego kryzysu życia duchowego, w momentach ekstremalnych, gdy chodzi o być albo nie być, nie pomogą małe, choć może sugestywne hokus pokus, albowiem sytuacje takie są wyzwaniem dla lekarza jako istoty ludzkiej.”[2]

Autorka udowadnia, że współczesna filmoterapia

musi być postmodernistyczna – otwarta, uwzględniająca perspektywę konkretnej pacjentki, uwrażliwiona na jej osobisty świat znaczeń. Inaczej nie będzie po prostu trafna. Jung mógłby dodać (oczywiście odnosząc się do psychoterapii w ogóle), że sama terapeutka powinna pozostać świadoma siebie jako człowieka, zamiast tkwić w roli bezosobowej wykonawczyni metody. Jak inaczej ma pomagać w sposób autentyczny i nieuprzedzony? Sama Kozubek zresztą poddaje w wątpliwość  profesjonalizm  wspomnianych „poradnikowych” psychoterapeutek i psychoterapeutów.

Wspomniałem wcześniej, że obraz na ekranie pozostaje w ruchu, podobnie jak obrazy poruszane w ludzkiej duszy. Kwestia wzajemnej relacji treści dzieła filmowego i wyobrażeń odbiorczyni wydaje się w psychoterapii filmem kluczowa. To właśnie ten ruch niesie w sobie potencjał zmian. W dalszej części książki autorka podkreśla w tym kontekście znaczenie takich mechanizmów,  jak wrażenie realności filmu oraz zjawisko projekcji-identyfikacji. Niewątpliwie są one ważne.

Dogłębne studium zjawiska projekcji-identyfikacji ukazuje je jako fenomen bardziej skomplikowany niż zwykłe utożsamianie się z daną bohaterką filmu. Inspirującym pomysłem jest możliwość identyfikowania się z pozaosobowymi elementami filmu – przypomina to nieco stosowane w psychologii analitycznej odnoszenie różnych aspektów snu do własnej osobowości. Niejasny pozostaje dla mnie jedynie stosunek filmoznawczej koncepcji projekcji-identyfikacji z psychoanalityczną identyfikacją projekcyjną używaną w praktyce terapeutycznej.

Najbardziej kluczowe

według mnie jest włączenie do „Filmoterapii” kontekstu emocji oraz wartości widza. Autorka podkreśla wagę tych dwóch wymiarów odbioru filmu – jednak mimo starań nie udaje jej się w moim odczuciu zaprezentować przekonującego modelu określającego relacje emocji, wartości i zmiany terapeutycznej.  Być może ujęcie Jamesa Hillmana uzupełniłoby tę lukę. Nie poznawcze koncepcje odbiorczyni filmu, lecz jej reakcje emocjonalne pozwalają jej na otwarcie się  na świat osobistych wartości, a dalej na świat nieświadomości, duszy. Emocjonalny stosunek do obrazu filmowego kontaktuje pacjentkę z jej wewnętrznym światem obrazów, a więc i z tym co archetypowe. Siłą napędową całego procesu jest wyobraźnia osoby pracującej z filmem.

Badaczka powtarza już nieraz zadane przez filmoznawczynie pytanie: „Co zrobić, kiedy dzieło filmowe, wbrew swym założeniom, wcale uczuć nie wywołuje?”. Cóż, chyba pogodzić się z tym i obserwować dalej. Velimir Popovich udowadnia, że niekoniecznie to, co trywialne w odczuciu, bezsprzecznie wykazuje brak znaczenia (2008). Odczucie trywialności to wciąż jakieś odczucie, które łączy się z systemem wartości podmiotu. Wartości w relacji z obrazem nierozerwalnie łączą się z tym, co człowieka dotyka najbardziej – z rzeczywistością archetypową. Hillman pisze:

„…każdy obraz może być rozumiany jako archetypowy. Słowo „archetypowy” zamiast wskazywać na coś… wskazuje w kierunku czegoś, a tym jest w a r t o ś ć… poprzez psychologię archetypową rozumiemy psychologię wartości.” [3]

To, co archetypowe – czyli uniwersalne

i unikalne jednocześnie – najlepiej wyraża mit. W dalszej części książki Kozubek film rozumiany jest właśnie jako współczesna forma mitu. Warto tu zwrócić uwagę nie tylko na powoływanie się przez autorkę na prace Josepha Campbella, Zenona Waldemara Dudka, czy Brunona Bettelheima, ale chyba przede wszystkim na słowa Rollo Maya pochodzące z bardzo ciekawej pracy „Błaganie o mit”. May między innymi twierdzi, że współczesna psychoterapia ma na celu pomóc pacjentce w odszukaniu własnego mitu (lub mitów), a dzisiejszy świat łaknie mitów.

Następnie autorka zastanawia się nad doborem filmów do terapii. Szczególnie interesujące rozważania w tej części dotyczą wykorzystywania kina gatunkowego takiego, jak horror czy pornografia. W tym miejscu zabrakło mi odniesienia do potencjału terapeutycznego seriali telewizyjnych, gdzie dynamika projekcji-identyfikacji zdaje się być zupełnie inna.

Z rozważań Kozubek wynika, że kino konwencjonalne jest  najbardziej bezpiecznym i najczęstszym wyborem w pracy z pacjentką (np. komedie romantyczne, które zapewniają szczęśliwe zakończenia). Sam w praktyce zauważam jednak, że pacjentki z chęcią wnoszą także  bardziej skomplikowane, alternatywne tytuły. Pacjentka nie zawsze musi być uspokajana i zapewniana o bezpieczeństwie – czasem potrzeba zmierzenia się z zawiłością rzeczywistości staje się priorytetem.

Interesującym uwieńczeniem „Filmoterapii”

jest opis badań przeprowadzonych przez Małgorzatę Kozubek w młodzieżowych ośrodkach socjoterapii. Zorganizowane przez nią grupowe zajęcia edukacyjne zawierały w sobie elementy pracy terapeutycznej. Nie była to edukacja z góry narzucona, a aktywne słuchanie wypowiedzi uczestniczek i uczestników po obejrzeniu zaproponowanych przez badaczkę filmów. Tak więc i ta część książki proponuje konkretne ramy pracy filmoterapeutycznej,  jednocześnie pozostawiając sporo przestrzeni i dowolności. Badaczka w praktyce bardzo trafnie wykorzystała poruszany wcześniej aspekt wartości – cały program projekcji i dyskusji skierowany był właśnie na świat wartości. Filmy dobierane były z uwagą na potrzeby tej konkretnej grupy młodzieżowej. Dane uzyskane z badań są oczywiście bardzo ciekawe.

„Filmoterapię. Teorię i Praktykę” warto przeczytać ze względu na wartość naukową, ale także praktyczną. Niewątpliwie wzbogaca warsztat terapeutki. Dla ambitnej pacjentki też może być to książka interesująca. Na pewno nie jest to podręcznik pracy z pacjentką, propozycje metod są raczej tylko sygnalizowane. Brakuje na przykład odniesień do pracy z filmem, który pacjentka przynosi sama, czy jednolitych wskazówek jak o filmie na terapii rozmawiać. Psychologia analityczna dostarczyć mogłaby choćby takich metod jak amplifikacja, aktywna imaginacja, praca z obrazem lub też praca analogiczna do analizy marzeń sennych. Ciekawym pomysłem badaczki zbliżonym do metod twórczej pracy z obrazem była prośba do uczestniczek i uczestników o własne odpowiedzi na pytania pochodzące z obejrzanego filmu „Gadające głowy” Krzysztofa Kieślowskiego.

Inwentaryzowanie metod nie jest jednak celem tej książki (i całe szczęście).  Moje praktyczne rozumienie „Filmoterapii” odnosi się do poszukiwania perspektywy, postawy, kierunków w wykorzystywaniu filmów w psychoterapii. I to się autorce udaje – niewątpliwie pozycja ta, mówiąc ogólnie, uwrażliwia.

Mateusz Kolaszkiewicz

 

Małgorzata Kozubek – filmoznawczyni, edukatorka filmowa, pracownica naukowa Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego. Prelegentka Nowych Horyzontów Edukacji Filmowej oraz opiekunka naukowa Akademii Polskiego Filmu i Akademii Kina Światowego we wrocławskim kinie Nowe Horyzonty

Prywatnie i zawodowo psychofanka Orsona Wellesa.

Przypisy:

[1] Jung, C. G. Wspomnienia, sny, myśli, Warszawa 1993/1962, s. 162

[2]  Ibidem, s. 164

[3] Hillman, J. 1977b ,[w:] Hillman, J. Archetypal Psychology. Dallas: Spring Publications, 1983/2004, s. 22-23, tłumaczenie własne

Bibliografia:

Hillman, J. (1977b). An Inquiry into Image, Spring An Annual of Archetypal Psychology and Jungian Thought [w:] Hillman, J. Archetypal Psychology. Dallas: Spring Publications, 1983/2004 (James Hillman Uniform Edition, Vol. 1), 22-23

Jung, C. G. (1993/1962). Wspomnienia, sny, myśli. Spisane i podane do druku przez Anielę Jaffe. Warszawa: Wydawnictwo KR

Popovich, V., (2008). Hekate, or On Being Trivial in Psychotherapy, [w:] Archetypal Psychologies Reflections in Honor of James Hillman, red. Stanton Marlan, Paperback, Atlasbooks Dist Serv, 22-28