Irański dresscode – w co się ubrać?

Categories Informacje praktyczne, Przygotowania
Najstraszniejsze manekiny na świecie. Yazd, Iran. Fot. S. Dimtchev

Irański dresscode to wcale nie tak kontrowersyjna sprawa, jak chcieliby myśleć niektórzy. Jak już pisałam TUnie jest potrzebna afgańska burka ani nikab (1).  Oczywiście, jeśli macie ochotę, możecie sobie uszyć taki strój przed przyjazdem, pytanie brzmi – po co? Chyba nie po to, by móc opowiadać po powrocie, jakie to byłyście uciemiężone tymi szmatami, co ;-)? Same Iranki i Irańczycy byliby raczej też zdziwieni takim stylem, zwłaszcza jeśli waszą towarzyszkę/towarzysza cechowałby wygląd europejski.

Kerman, Iran
Kerman, Iran. Fot. S. Dimtchev

Tkaniny

Naturalne, naturalne i jeszcze raz, tylko i wyłącznie NATURALNE. Żadnych sztucznych mieszanek, żadnego poliestru, akrylu, nylonu czy innych chińskich dziwactw. Tylko bawełna i len (jak was stać, to i jedwab – wspaniale chłodzi). Co prawda klimat Iranu nie jest jednolity dla całego kraju – kiedy na południu jest znośnie – do 30 stopni – na północy może być już chłodno, ale zakładam, że będziecie tam w ciepłych miesiącach (kwiecień-listopad). Naturalne tkaniny, nawet, jeśli przykrywają całe ciało, są przewiewne i może być w nich przyjemnie chłodno. Nie ocierają, nie zapocicie się w nich, nie nabawicie się odparzeń.

Najgorsze manekiny na świecie Yazd, Iran. Fot. S.Dimtchev
Najgorsze manekiny na świecie. Yazd, Iran. Fot. S.Dimtchev

W co się ubrać?

Panowie nie mają większego problemu – mogą nosić krótki rękawek i zwykłe dżinsy (te ostatnie nie sprawdzą się w porze największych upałów). Z paniami dłuższa historia.

Na wszystkich forach i blogach piszących o stroju dla kobiet przybywających do Iranu przeczytacie, że musicie mieć chustę, spodnie z długimi nogawkami, tuniki z długim rękawem sięgające co najmniej połowy uda, niewskazane jest noszenie spódnic, nawet długich, a wszystko musi być koniecznie workowate i wielkie, żeby nie było widać krągłości… No najlepiej utopcie się w tym, chodząc po mieście. Kolejna bzdura. Oczywiście, długi rękaw być musi, tak samo jak chusta. Pełną dowolność macie w tym, co i jak nosicie. Legginsy+luźna tunika, spodnie (nawet dżinsy)+tunika/koszula/bluzka z długim rękawem/sweterek to taki ubraniowy standard.

Jak chcecie nosić kiecki – noście je. Z moich obserwacji wynika, że sukienki noszą głównie Iranki mieszkające na samym południu, ale to kwestia mody i tradycji. W ogóle kraj jest pod zróżnicowany również pod względem stroju (męskiego i damskiego) w zależności od regionu, ale to temat na osobny post.

Ja chodziłam zazwyczaj w bardzo obszernych ciuchach, ale nie dlatego, bo bałam się policji, tylko dlatego, że było mi tak wygodnie. Rękawy miałam podwinięte do łokci, a i nogawki spodni czasem skracałam do pół łydki/kolan, w zależności od pogody. Przez większość wyjazdu miałam na nogach sandały. Czy ktoś mi zwrócił uwagę, dziwnie się patrzył, mamrotał coś w moim kierunku? Nie, nah, no, nein, niet, ne. Nie miałam problemów z niemiłymi zaczepkami ani tym bardziej z policją. Jaka jest więc odpowiedź na pytanie „Jak się ubrać?” Normalnie, po prostu normalnie i tak jak wam wygodnie. Byleby w naturalne i przewiewne tkaniny – dla własnego komfortu.

Gdzie kupić ubrania na wyjazd?

W sklepach indyjskich i lumpeksach. Odradzam sieciówki z galer handlowych, bo tam same syntetyki, a jak już coś jest z naturalnych tkanin, kosztuje fortunę. Serio, poczytajcie skład materiałowy ubrań dostępnych w popularnych sklepach. Robiąc zakupy przed wyjazdem sprawdzałam każdą metkę i w ha-ha-ha-endemach, zarazach, orsejach i mangach nie znalazłam ani jednego ciucha, który nadawałby się na wyjazd.
Jeśli jesteś z Wrocławia, bardzo polecam stary jak świat sklep indyjski Ashama w Przejściu Garncarskim, w samym środku Rynku. Pani, która tam pracuje jest przemiła. Potrafi doradzić lub wygrzebać coś „spod lady”. Ubrania nie tylko przewiewne i bawełniane, ale również bardzo kolorowe, dobre jakościowo i ładne. Co najważniejsze, ceny bardzo przystępne (szarawary i tuniki 30-50 zł). Zagadałam biedną właścicielkę i siedziałam u niej w sklepie chyba z godzinę. A ponieważ kupowałam hurtowo, został mi przyznany mały rabat. Bardzo mile wspominam tamto sobotnie popołudnie!

Jeśli nie uda Wam się upolować odpowiednich ubrań przed odlotem, głowa do góry. Na irańskich bazarach na pewno znajdziecie tuniki, płaszcze (manto), spodnie wykonane z lekkich tkanin. Nie nabywałam ubrań w Iranie, ale podejrzewam, że ceny podobne jak w sklepie indyjskim lub niższe. Wszystko oczywiście zależy od miejsca zakupów (nie tylko miasta, ale i samego bazaru czy sklepu).

Chusta

Tak, Zosiu, Kasiu i Marysiu. Musisz mieć chustę. Wystarczy luźno zarzucona na głowę lub na kok nad karkiem, mogą spod niej wystawać włosy, może być ci wydać szyję, może ci się zsuwać. Nie musisz się nią szczelnie obwiązywać, przy okazji zakrywając sobie pół twarzy. To znaczy możesz, oczywiście, tak jak możesz założyć nikab. Tylko po co?

Na trasie, dokładnie w Kermanie, poznałam samotnie podróżującą Holenderkę. Miała ciasno i profesjonalnie upięty hidżab, pomyślałam, że jest muzułmanką. W całym Iranie mogłabym policzyć na palcach dziewczyny, którym spod chust, a nawet czadorów, nie wystawał choćby kosmyk włosów. Zapytałam ją o to. Powiedziała, że ma prawie białe włosy i czuje się bardziej komfortowo, gdy ma je zasłonięte. Blond włosy nie są czymś kompletnie nieznanym w tej części świata – bardzo dużo dziewczyn się farbuje, nawet na platynę. Doskonale jednak rozumiem Holenderkę. To jej wybór, jej komfort, jej poczucie bezpieczeństwa są najważniejsze. Nawet, jeśli komuś (zwłaszcza tym, którzy w Iranie byli lub samym Irankom) taki strój wydaje się przesadnie konserwatywny, to jest to jej decyzja i jej odpowiedzialność, by wojaż w pojedynkę był jak najprzyjemniejszy.

Makijaż, manicure, pedicure

Tak, możesz chodzić z tapetą nakładaną szpachlą, możesz mieć pomalowane na krzykliwy kolor szpony, możesz mieć pedicure, możesz nosić biżuterię wszelaką: kolczyki, pierścionki, branzoletki, wisiorki i inne naszyjniki. Niczyjej uwagi nie zwracał też mój kolczyk w nosie. Raz jakaś grupa dzieciaków w Yazdzie pokazywała mi, że bardzo im się on podoba. Kiedy po powrocie z Qeshm do Teheranu miałam na dłoniach wzory namalowane henną, prawie nikt na nie nie zwracał uwagi. Taksówkarz, który wiózł nas z dworca kolejowego do hotelu zapytał entuzjastycznie, wskazując na moje dłonie, czy wracamy z południa. Kolega zapoznany w hostelu, Nowozelandczyk hinduskiego pochodzenia zapytał, czy to pozostałość po indyjskim ślubie. Tyle, jeśli chodzi o wzbudzanie sensacji.

Większą uwagę zwracał na siebie Mateusz i to głownie jego zaczepiano i chciano sobie robić z nim zdjęcia.

Yazd, Iran. Fot. S. Dimtchev
Yazd, Iran. Fot. S. Dimtchev

Meczety, mauzolea, miejsca kultu

Tutaj sytuacja jest prosta, bo panowie powinni mieć długi rękaw (chociaż Mateusza z Emamzadeh Saleh nikt nie cofnął), a panie zarzucają na siebie czador. Czadory zazwyczaj można pożyczyć przy wejściu na teren kompleksu. I tyle.

Ja miałam na sobie taki piękny, kwiecisty płaszcz dwa razy – raz w Teheranie, w Emamzadeh Saleh (zdjęcie poniżej), drugi raz w niewiarygodnie wielkim kompleksi Szah-e Cheragh w Shirazie O wizycie w tym drugim jeszcze napiszę w osobnym poście.

Emamzadeh Saleh, Teheran, Iran.
Emamzadeh Saleh, Teheran, Iran.

Jak ubierają się Iranki?

Najkrótsza, ale i najtrafniejsza odpowiedź brzmi: normalnie/bardzo różnie. Wszystko, tak samo jak w Europie, zależy od części miasta, regionu kraju, statusu społecznego, mody, temperatury. Poza Qom i meczetami nie ma miejsc, w których panie muszą być w czadorach. Nie obowiązują one na uniwersytetach, nie muszą ich nosić urzędniczki państwowe.

Temat zdecydowanie zasługuje na oddzielny wpis – bardzo trudno jest mi uogólnić. Bardzo wiele dziewczyn i kobiet nosi chusty zarzucone na kok lub kucyk upięty nad karkiem. W ten sposób, kiedy stoją do nas frontem, nie widać żadnej chusty. Zdarzają się, wcale nie rzadko, włosy spływające do łopatek lub do pasa spod niedbale zarzuconego szala.

Iranki, nie tylko bardzo młode, noszą bardzo ciężkie makijaże. Nie stronią od biżuterii, pomalowanych paznokci (czy to krótkich, czy długich). Ich stroje bywają obcisłe, kolorowe i modne, ale i luźne, skromniejsze, ciemne. Niektórych czadory są pięknie zdobione – wyszywane złotymi lub srebrnymi nićmi, koralkami, połyskujące i falujące przy każdym ruchu. Niektóre czadory są kwieciste, jak mój na zdjęciu lub jak u kobiet z południa kraju.

Strój Irańczyków też się różni w zależności od części kraju. W Yazdzie, Kermanie i Bandar-e Abbas często widzieliśmy panów w szerokich spodniach, tunikach za kolano i w kamizelkach, zazwyczaj w jasnych kolorach.

Moje odczucia odnośnie stroju w Iranie

A ja? Jak ja czułam się w luźnych koszulach, szerokich spodniach, chustach i turbanach? Świetnie. Czułam się po prostu świetnie. Nie odbierałam wymogów dotyczących mojego stroju jako trudności, nie było mi niewygodnie.

Po pierwsze:

wiedziałam, gdzie jadę. Byłam przygotowana na chusty i długie rękawy, zaakceptowałam to zamiast marudzić, że mi za ciepło czy niewygodnie. Gdybym miała ochotę na szorty i górę od bikini, pojechałabym do Tajlandii. Wyjazd do Iranu był moim marzeniem od lat, a i od 2009 r. wiele się w nim zmieniło w kwestii ubioru kobiet.

Mój strój w Iranie. Esfahan, fot. M. Kolaszkiewicz
Mój strój w Iranie. Esfahan, fot. M. Kolaszkiewicz

W Teheranie i na Qeshm poznałam Europejki, które narzekały na tuniki czy chusty („Tu ani razu nie mogłam poczuć wiatru we włosach!”) i – spoko, rozumiem, że nie każdemu podoba się irański dresscode. Tylko po co narzekać na coś, co jest oczywiste? „Jestem w Szkocji. Masakra! Tutaj ciągle pada!” Jedziesz gdzieś – akceptujesz, jak tam jest. Nie akceptujesz – jedź gdzieś indziej. Dziwi mnie marzenie o wietrze we włosach w kraju, w którym trzeba je w jakiejś części zakryć (i nie musi być to ciasno okalający twarz hidżab). Swoją drogą, ja w Iranie niejednokrotnie czułam wiatr we włosach, nie tylko wtedy, kiedy strącał mi chustę z głowy i przez kilka przecznic szłam bez niej.

Po drugie:

czułam się piękna. Bardzo lubię kolorowe i luźne ubrania. Kiedy chodziłam w takich w liceum słyszałam: „Wyglądasz, jakbyś wyszła ze śmietnika”. W Iranie była to część dresscode’u, chociaż i tak wyróżniałam się pośród Iranek i nie wtapiałam się w tłum. Wybór moich strojów potraktowałam jako kreatywne zadanie modowe. Świetnie bawiłam się planując je, a szal zawsze miałam dobrany kolorystycznie do reszty. Pamiętam nawet jedną związaną z tym sytuację. Wracaliśmy pociągiem z południa kraju. Kiedy pociąg zbliżał się do znacznie chłodniejszego Teheranu, poszłam przebrać się w cieplejszą sukienkę, legginsy i oczywiście pasujący do reszty szal. Kiedy wróciłam do przedziału, zdziwiony współpasażer zapytał, czy w Polsce też nosi się hidżaby.

Co do poczucia piękna. W Polsce jestem zakładniczką własnego wyglądu. Ciągle coś jest nie tak, coś mogłoby być mniejsze, coś większe, innych elementów mogłoby w ogóle nie być. Skupiam na tym wiele swojej uwagi, obsesyjnie przeglądam w lustrze i obawiam opinii innych. Pochłania to mnóstwo mojej energii i niejednokrotnie zmusza do zmiany planów, ze względu na olbrzymi wpływ na mój nastrój.

W kolorowych szarawarach i długim swetrze bardzo łatwo było mi tę obsesję utopić. Nie skupiałam się na tym, czy mam o fałdkę za dużo czy za mało, czy wyglądam dostatecznie dobrze, czy fatalnie. Czy dorównuję jakimś „standardom”. Po prostu zakładałam przygotowane wcześniej ciuchy i cieszyłam się chwilą, jaka by ona nie była. Czułam się piękna bez względu na to, czy od doby nie spałam w normalnym łóżku, czy właśnie się pomalowałam i zakładałam nienoszony zestaw.

Chciałabym zachować to poczucie nie tylko jako wspomnienie. Chciałabym też móc w jakiś sposób przekazać tę umiejętność dziewczynom, które (tak jak ja) za dużo naoglądały się w dzieciństwie Fashion TV i kretyńskiej prasy (anty)kobiecej, przez co mają nierealne oczekiwanie wobec własnego wyglądu i wiecznie zaburzony obraz samych siebie.

Esfahan, Iran. Fot. M. Kolaszkiewicz
Esfahan, Iran. Fot. M. Kolaszkiewicz

 

 

Sylwana

_____

(1) Przesłona na twarz. U kobiety, która ma założony nikab, widać tylko oczy. W Iranie widziałam 1 raz dziewczynę w nikabie, słownie JEDEN RAZ, w Yazdzie, i nie była to Iranka. Tam się tego po prostu nie nosi. Taka moda :).

  • Koke Koc

    Fajnie sie czyta, zwlaszcza o Twoich odczuciach. Mi tez bylo fajnie na Qeshm polazic w szarawach 🙂

    • Alicja Inneh

      co to „szarawy”?

      • Takie szerokie spodnie, mam je na zdjęciach

  • Elfik

    Boskie 🙂 Cudne podsumowanie <3

    • Dziękuję:) Mam nadzieję, że nie tylko cudne, ale i pożyteczne! 🙂

  • Alicja Inneh

    Manekny sa boskie!!!hahahaha szczegolnie meski hahahaha. Panowie tacy gustowni i dobrze zbudowani z eleganckimi fryzurami 😀

  • Żaneta Pawlik

    Właśnie dziś wpadłam na pomysł wyjazdu do Iranu na krótkie wakacje (niestety plany w dłuższej perspektywie; teraz przed nami Azja). Przeglądam internet i trafiłam na Twojego bloga. Przeczytam od deski do deski. Powiem szczerze, że element stroju jest dla mnie jednym z ważniejszych, żeby uniknąć ewentualnych przykrości lub innych na nie narazić. Czyta się Ciebie z przyjemnością. Pisz, pisz – będę zaglądać.

    • Bardzo miło mi to czytać:).
      Iran to cudne miejsce – na pewno zakochasz się w nim nawet będąc tak krótko. Pisz, jeśli będę mogła być w czymś pomocna :).

      Gdzie dokładnie do Azji wybierasz się?

      • Żaneta Pawlik

        Tajlandia i Kambodża. Dwa tygodnie, więc plan napięty, ale budżet powinien to unieść. Zabieramy plecaki i nocujemy w hotelach bez basenów na dachach, streetfood, pociągi 5. klasy (dla rodowitych mieszkańsców). Trzymamy się z daleka od miejsc typowo turystycznych (na ile nam się uda, bo twz. „must have” też jest na liście). Ma być tanio i prawdziwie (plastikowych wyjazdów z biurami zaliczyłam niemało). To taki pierwszy wypad na własną rękę. Jak się uda (a przecież inaczej nie może być), to za rok Iran. Dziękuję za propozycję pomocową – jak przyjdzie czas na pewno skorzystam.

        • Trzymam kciuki! Szerokiej drogi, wspaniałych wrażeń!

        • Jak udała się wyprawa?

          • Jest Jeden Świat

            Wyprawa otworzyła mi oczy na świat. To znaczy na taki sposób zwiedzania, który nie izoluje cię od prawdziwego kraju, do którego przyjeżdżasz, nie zamyka w bunkrach zwanych hotelami i nie serwuje plastikowych potraw. Tajlandia była pierwsza na liście, bo jest stosunkowo prosta i przygotowana na zielonych backpackersów. To mój pierwszy krok w nową jakość relacji z ludźmi. Jakie to dziwne, że porzucając codzienny, szary świat, uciążliwe obowiązki, w relacji plecak-sandały-podróż okazuje się, że jednak ten świat jest piękny, a ludzie serdeczni. Jest głód na więcej.