MFF T-MOBILE NOWE HORYZONTY, CZYLI JEDYNA DOBRA RZECZ WE WROCŁAWIU, cz. III (ostatnia)

Categories Innym głosem

W komentarzach pod poprzednimi wpisami pojawiały się głosy, że MFF T-Mobile Nowe Horyzonty to na pewno nie jedyna dobra rzecz we Wrocławiu. Ja jednak będę obstawać przy swoim zdaniu. Naprawdę nie lubię mieszkać w tym mieście, z każdym dniem bardziej. Pociesza mnie tylko myśl o kolejnych wyjazdach (wkrótce!) i kolejnym festiwalu (za rok!).

Nie czytałaś/eś pierwszej części? Możesz to nadrobić.
Ominęła Cię część druga? Żaden problem.

Zapraszam do zapoznania się z trzecią częścią wrocławskiej dobroci.

1. Uczciwy człowiek (Lerd), reż. Mohammad Rasoulof, Iran 2017

„Uczciwy człowiek” to jak dla mnie najlepszy irański film, jaki powstał. Sorry, Asghar! Nigdy nie byłam Twoją wielką fanką, chociaż z Oscara jestem bardzo dumna.

„Uczciwy człowiek” jest świetny nie tylko dlatego, że został wyreżyserowany przez Irańczyka i opowiada o mrocznych czasach rządów Ahmadineżada. Wiadomo, że jeśli mam słabość do Iranu, to i filmy będę oceniać inaczej, obierając kryteria zgodności z rzeczywistością, wartości edukacyjnej, szansy na zajrzenie w głąb irańskiego życia z pozycji fotela kinowego. Nie tym razem.

To jest po prostu rewelacyjny film. Nie w kategoriach „Kinematografia kraju, który mnie interesuje”, ale ogólnych, surowszych,  takich, jakie stosuję dla reszty świata filmowego.

W tym filmie nie ma słabego punktu. Fabuła wciąga od pierwszej sceny. Napięcie czułam w każdym mięśniu i nerwie. Pytanie: „Co dalej? Co dalej? CO TERAZ?!” kołatało mi się w głowie. W „Uczciwym” nie ma przeciągnięć, takiego irytującego i przerysowanego dramatyzmu,  aktorstwa „załamywania rąk”, które bardzo mnie drażnią właśnie u Farhadiego. Jest konsekwentnie budowane napięcie, symboliczne sceny (kipiące mleko łu-hu, mistrz!).

Film jest pięknie nakręcony i dobrze zmontowany. Są kadry, przy których wyrwał mi się z ust cichy okrzyk – nie mogę opisywać, żeby nie spojlerować.

[zwiastun]

2. Kraina małych ludzi (Medinat Hagamadim), reż. Yaniv Berman, Izrael, Palestyna 2016

Kolejny genialny film Horyzontów. Mistrzowski obraz, który kusi cudnym, ciepłym światłem izraelskiego słońca, jednocześnie przerażając okrutnością. Okrutnością dzieci.

Skojarzenie z „Władcą much” Harry’ego Hooka z 1990 r. wydaje się być aż nazbyt oczywiste, ale „Kraina” tak wbiła mnie w fotel, że po seansie nie byłam w stanie myśleć o porównaniach. Zbierałam szczękę z podłogi słuchając sesji Q&A z reżyserem, Yanivem Bermanem i dopiero rozmowa z Maćkiem, z którym seans oglądałam, uświadomił mi oczywiste porównanie.

Film trzyma w napięciu od początku do końca. Momentami tylko mami nas, że nie będzie taki groźny, że sytuacja zmieni się, dzieci wrócą do „normalnych” zabaw.

Pytanie tylko, czy dorastając w cieniu ciągłej wojny (potencjalnej, skończonej, trwającej, planowanej) z wizją obowiązku wojskowego, obserwując etniczne/religijne niesprawiedliwości da się dorastać normalnie?

Film o wielkiej krzywdzie psychicznej, którzy dorośli zapatrzeni i jednocześnie zagubieni w polityce i walkach, wyrządzają kolejnemu pokoleniu.

[zwiastun]

3. Droga Aszera (Scaffolding), reż. Matan Yair, Izrael, Polska 2017

Nowe Kino Izraelskie w skrajnie innym wydaniu, niż „Kraina małych ludzi”. Słoneczne, ciepłe, rodzinne, ale niepozbawione niebanalnej refleksji i nostalgii.

Jak być dobrym rodzicem? Jak być inspirującym nauczycielem-przewodnikiem? Jak podążać swoją drogą, nie raniąc przy tym innych? Jak to zakomunikować światu? Jak doprosić się o rodzicielską miłość?

O tym wszystkim jest „Droga Aszera”. Dodajcie do tego głównego aktora-naturszczyka (genialny Asher Lax), świetny scenariusz i to piękne, izraelskie słońce, a zrozumiecie dlaczego 90 minut mija błyskawicznie, a wy chcecie poznać dalsze losy Aszera (i udajecie, że nie rozumiecie, skąd te łzy wzruszenia na koniec).

Po seansie – kolejne pouczające Q&A z reżyserem. Jak ja uwielbiam filmowe festiwale!

[zwiastun]

4. Off the frame: rewolucja aż do zwycięstwa (Off the frame AKA revolution until victory), reż. Mohanad Yaqubi, Palestyna 2015

Niewiele można napisać o filmie, który jest zmontowany z fragmentów zachowanych kronik filmowych. „Rewolucja aż do zwycięstwa” to hasło palestyńskiej walki o wolność – najpierw z brytyjskimi kolonizatorami, następnie z trwającą już ponad pół wieku i wciąż rozprzestrzeniającą się izraelską okupacją.

Nie ma komentarza, nie ma ingerencji wprost. Są tylko palestyńskie kroniki filmowe – od początków XX wieku, aż do… No niestety, wciąż nie zwycięstwa. Współczesności.

Oglądając film warto wziąć pod uwagę, iż większość palestyńskich materiałów dokumentalnych została zniszczona w czasie wojen izraelsko-libańskich i izraelsko-egipskich. Ponad sześćdziesięciominutowy materiał udało się stworzyć dzięki szeroko zakrojonej współpracy Yaqubiego z archiwami filmowymi z całego świata.

Obraz zdecydowanie dla koneserek i koneserów oraz znających historię Palestyny. Ktoś, kto w temacie nie ma pojęcia, może się wynudzić. Według mnie i tak warto.

[zwiastun]

5. Una (Una), reż. David Harrower, Wielka Brytania, USA, Kanada 2016

Una zrobiła coś, na co ma ochotę (chyba) każda ofiara przemocy, nie tylko seksualnej. Skonfrontowała się ze swoim oprawcą, i to jeszcze w momencie, w którym najmniej się tego spodziewał. To jest największa moc tego filmu. Trzymałam kciuki, żeby była silna i nie zrobiła czegoś głupiego, choć nie do końca wiem, jak to „głupie” zdefiniować.

Film pozostawił we mnie uczucie brudu i niesmaku. W jakimś sensie czułam się współwinna krzywdy Uny, chociaż wydawało mi się, że jestem po jej stronie. Dawałam sobie prawo do nierozumienia działań ofiary, bo sama nigdy nią w takim stopniu nie byłam. Z drugiej strony bardzo dopingowałam Unie, by rozliczyła się ze swoją historią przemocy tak, by jej dorosłe życie zaczęło być w końcu szczęśliwe. A jeśli nie szczęśliwie to przynajmniej dla niej normalne.

Mimo upływu miesięcy nadal nie potrafię określić, co sądzę o tym filmie, czy mi się podobał czy nie. Może o to chodziło Harrowerowi? Przedstawić historię tak, by uniemożliwić widzom rzucanie ocenami na prawo i lewo? Jeśli tak, to brawo, ziom!

Na pewno warto go zobaczyć!

[zwiastun]

6. Lato 1993 (Estiu 1993), reż. Carla Simon, Hiszpania 2017

Film wygrał w mojej osobistej kategorii „Najsłodszy pokaz NH 2017”. I po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się autentycznie nie lubić dziecięcej bohaterki (bohaterek i bohaterów „Krainy małych ludzi” nie wliczam do kategorii DZIECI – kto widział, ten rozumie), mimo mojego zrozumienia, że jej zachowania wynikają bezpośrednio z błędów dorosłych.

„Lato 1993” to nie tylko debiut reżyserski Carli Simon. To również przejmująca, wzruszająca, zabawna, słodko-gorzka historia mocno inspirowana jej dziecięcymi przeżyciami.

Mała Frida traci mamę w niewyjaśnionych okolicznościach. Adoptuje ją wujek – brat mamy, z żoną Margą. Mimo wielkiej miłości, jaką darzy Fridę nowa rodzina, nie do końca radzi sobie z jej temperamentem. Frida czasami udaje dorosłą, paląc wyimaginowanego papierosa lub malując się kosmetykami Margi. Lubi rozkazywać swojej przybranej młodszej siostrze Annie i opowiadać jej zmyślone historie.

Film o trudzie wychowania. O tym, że dzieci nie wolno spisywać na straty. Trzeba im dawać szansę, uczyć, pokazywać – czasami 1000 razy jedną, prostą rzecz, jak wiązanie butów. W „Lecie” widzimy czasem, że sama miłość nie wystarcza, ale jest podstawą ukierunkowywania dziecka, prowadzenia go tak, żeby nie zrobiło innym i sobie krzywdy i by było szczęśliwe. Film o tym, że nie ma rodziców ani wychowawców idealnych, a cały proces to lata walki z własnymi nerwami i zmęczeniem, ale i z charakterem drugiego, dużo mniejszego i znacznie bardziej bezbronnego człowieka.

Olbrzymią zaletą „Lata 1993” jest ukazanie procesu. Dzięki temu filmowi wiem, że chociaż mała Frida mnie nieziemsko wkurza, duża Frida będzie już kimś zupełnie innym, z olbrzymimi szansami na szczęście i powodzenie. Zobaczcie koniecznie!

[zwiastun]

7. Nocturama (Nocturama), reż. Bertrand Bonello, Francja 2016

Najbardziej zmarnowany potencjał fabularny tegorocznej edycji Nowych Horyzontów. Nawet nie wiem, jak ugryźć ten film. Nie tylko na tle innych świetnych propozycji festiwalowych, ale w ogóle – ten film był BEZNADZIEJNY. Zazwyczaj nawet w mocno średnich filmach jestem w stanie znaleźć coś dla siebie: światło, muzykę, elementy fabuły, grę aktorską, kadry. A tutaj nie ma NIC, po prostu nic. Film trzymał w napięciu przez pewien czas, ale…

…Nic z tego nie wynika. Strata czasu i kasy na bilet.

Bogate dzieciaki, którym znudziła się wygoda i zamiast przekształcić swoje życie z nieznaczącego w znaczące, wpadają na genialny pomysł, by stać się terrorystami. Serio?

[zwiastun]

I tym jedynym nieudanym akcentem, kończę moją prywatną relację z 17 T-Mobile NH. Do zobaczenia za rok!

Sylwana